Inne Brzmienia 2026
Czwartek
Jak już wspominałem, mój Lublin ma dwie główne dumy muzyczne (miałby trzy, gdyby Avant Art przyjął się na stałe) - Kody i Inne Brzmienia. Relacjonowanie Kodów jest dla mnie zawsze ogromną przyjemnością, czas jednak na artykuł o drugiej z tych imprez. Inne Brzmienia to jednak nie tylko koncerty. Wokół festiwalu organizowane są także wystawy sztuki, imprezy książkowe, pokazy filmowe, odsłuchy field recordingu i imprezy dla dzieci. Przypomnę również, że dzięki hojności organizatorów, impreza jest co roku darmowa, Inne Brzmienia dumnie trzymają się tej zasady. W tym roku festiwal odbył się w innej lokalizacji niż tradycyjna, ze względu na renowacje błoni zamkowych.
Od tego tematu zresztą zacznę, choć nie lubię zaczynać od narzekania, ale możliwe, że ten post dotrze do organizatorów (całkowicie to ominę w wersji anglojęzycznej na Substacku) - wyraziłem już moje zastrzeżenia, chciałbym wytłumaczyć szerzej, o co mi chodzi. Widziałem czyjś komentarz na Instagramie „a może by tak tam zostać?”. Proszę nie! Mam nadzieję, że obecna lokalizacja pozostanie tymczasowa, choć rozumiem, że jest kusząca - Park Ludowy jest ładny i na pewno jest w nim trochę więcej miejsca - przyznaję. Jeśli jednak nie masz własnego samochodu, jest naprawdę ciężko wrócić z niego w nocy. I tzw. „wakacyjny” rozkład komunikacji miejskiej naprawdę nie pomaga. Jeśli wychodzisz z imprezy po koncercie kończącym się o 21:30, do przystanku jest tylko kilka minut, ale kolejne bezpośrednie połączenie w moją stronę jest… o 22:19. Jeśli wychodzisz po ostatnim koncercie - komunikacja nocna w Lublinie jest nieustannym powodem do kpin, bo działa tylko w piątek i sobotę, musisz na nią poczekać znowu 40 minut (dla mnie tyle samo, co zajmuje spacer), i, jeśli dobrze mi się wydaję, nie zdążyłbym się nawet przesiąść na Placu Wolności, bo linie są źle zsynchronizowane. W czwartek i niedzielę musisz iść przez pozamykane miasto.
Mam świadomość swojego biasu, bo mieszkam bardzo blisko zamku, ale to miejsce jest po prostu lepiej skomunikowane, dzięki kilku trasom w bliskiej odległości (biegnącym obok zamku, przez Lubartowską, i przez Plac Singera). Kompromisem byłaby oczywiście poprawa łączności Parku Ludowego z północną częścią miasta, zorganizowanie specjalnych autobusów na Inne Brzmienia, albo dodanie więcej połączeń dla istniejących linii (i to skoordynowanych z ramówką). Jeśli imprezy sportowe mogą dostać więcej autobusów, dlaczego nie Inne Brzmienia? Być może moje komentarze wydają się przesadne, ale chciałbym zwrócić uwagę na ten problem, bo festiwal naprawdę zasługuje na lepszy transport.
Trudnością pozostaje też fakt, że wydarzenia towarzyszące wciąż organizowane są na Starym Mieście, co nie jest problemem, kiedy koncerty odbywają się 5-10 minut obok. Ale w tegorocznej rozpisce niektóre eventy kończą się ok 17:40 i jeśli chcesz uczestniczyć we wszystkich koncertach, musisz z czegoś zrezygnować. Być może dobrym pomysłem byłoby przesunięcie ich na odrobinę wcześniejszą godzinę.
Czwartek
Festiwal jest eklektyczny, reprezentowane są na nim bardzo różne gatunki. Zawsze silnie reprezentowana jest muzyka, której nie słucham, i która nie pojawia się na naszej stronie, czyli metal i ostry punk, dlatego w zeszłym roku wykręciłem się z głośniejszych występów (które zawsze są oznaczane w programie). Podobnie zrobiłem tym razem, co sprawiło, że czwartek stał się dla mnie suplementem dla Kodów, z dominującą muzyką eksperymentalną.
Heinali był mi najlepiej znany, ponieważ jego muzykę śledzę już od kilku lat. Ukraiński producent ambientowy najbardziej kojarzy mi się ze znakomitym albumem Kyiv Eternal, stanowiącym świadectwo o niezłomności jego rodzinnego miasta w obliczu rosyjskiej agresji, wykorzystujący nagrania terenowe z Kijowa (nagrane chociażby w autobusie komunikacji miejskiej). W Lublinie Oleg Szpudejko zaprezentował jednak inny projekt, który wcześniej był wykonywany przez niego na Unsound i Primavera Sound - Гільдеґарда powstało wspólnie z wokalistką Andrianą Yaroslavą Saienko. Album inspirowany jest twórczością Hildegardy Von Bingen (której ostatnio dużo słucham dzięki NTS Radio), wykonywany jest w językach łacińskim i ukraińskim. Początek setu mógł być nieco mylący, ponieważ Saienko - znakomita artystka, przemyślanie modulująca swój głos, zaczęła cicho, zanim zaczęła wibrować wokal wspólnie z nasilającym się dronem. Przyznaję, że nie przepadam za białymi głosami (mówię to jako osoba usilnie unikająca „Śląska”, kiedy występował na Offie) - w kontekście połączenia z elektronika, podobało mi się to jednak niespodziewanie bardzo, i na pewno bardziej niż Wcias na Kodach. Jestem zainteresowany tą płytą.
Jednym ze stałych elementów festiwalu jest przegląd artystów związanych z jedną konkretną wytwórnią, w tym roku wybór padł na austriacki Trost. W labelu tym wydają między muzycy, którzy byli już w Lublinie na Avant Art - Keiji Haino i Mopcut. W czwartek na Innych Brzmieniach wystąpili Drank - wiedeńska grupa specjalizująca się w eksperymentalnym jazzie. Pianistka Ingrid Schmoliner ukończyła studia fortepianowe w Landeskonservatorium Klagenfurt, jej muzyka ma silny charakter improwizacyjny i eksperymentalny. Trębacz Alex Kranabetter także specjalizuje się w grze niekonwencjonalnej, wykorzystując również instrumenty elektroakustyczne. Debiutancki album projektu miał swoją premierę wiosną 2025 r. Ostatni występ dla mnie tego dnia był najkrótszy, ale myślę, że wpływ na to miały nieprzewidziane okoliczności. Leila Bordreuil jest francusko-amerykańską kompozytorką awangardową i wiolonczelistką. Na lubelskiej scenie miała pojawić się wspólnie z Drewem McDowall, znanym z Coil i Psychic TV. Niestety, trzy dni przed festiwalem McDowall złamał żebro i musiał w ostatniej chwili anulować przyjazd (otrzymaliśmy również zapewnienie, że prawdopodobnie przyjedzie do Lublina w przyszłości). Bordreuil zagrała sama, zaczynając od drona, zanim przeszła do dominującego występ jej głównego instrumentu. Muzyka Francuzki jest bardziej eksperymentalna i niepokojąca niż - przykładowo - Mabe Fratti, było to dla mnie właściwe zwieńczenie tego dnia.
Piątek
Piątek był tym najbardziej hałaśliwym dniem tej edycji, i jak wspominałem, w zeszłym roku zrobiłem sobie na taki dzień przerwę, tym razem jednak pojawiłem się w Parku Ludowym, choć wzgardziłem największą gwiazdą dnia, czyli Therapy?
Na festiwalu wchodzącym w skład cyklu imprez Wschód Kultury obecność artystów z Ukrainy czy Białorusi była zawsze zjawiskiem naturalnym, pierwszym artystą występującym w piątek był gruziński duet The B17 - brodaty perkusista i mężczyzna w robocim kostiumie, kojarzący się trochę z SBTRKT, choć głównie za sprawą maski, niekoniecznie muzycznie. Brzmienie projektu kombinuje kawałki dubstepowe i drum n bassowe, trochę pokrzykiwania w stylu Prodigy, grę na gitarze. Nie twierdziłbym, że był to całkiem mój vibe, ale było to co najmniej słuchalne i na pewno ożywiające po spokojnych występach dnia poprzedniego. Pierwszy raz zobaczyłem większą liczbę osób pod sceną (choć sam wstałem dopiero na Tramhaus, kiedy zostały zabrane leżaki). Kolejnym występem był polski punkowo-hardcorowy projekt Only Mess, w którego skład wchodzą Grzegorz Łyjak (gitara), Paweł Kuś (perkusja), Sławomir Księżniak (bas) i Michał Matraszek (wokal). Na lubelskiej scenie dołączyło do nich także kilku gości specjalnych. Zespół wydający muzykę w znanym labelu Antena Krzyku cytuje inspirację Fugazi - choć robią z pewnością mniejsze wrażenie po tym, jak w zeszłym roku Kody gościły już „prawdziwych” Fugazi za sprawą Messthetics.
Czułem, że Tramhaus spodoba mi się bardziej, i w Parku tego dnia byłem wyłącznie dla nich - miałem rację. Zespół z Rotterdamu balansuje duży przekrój gatunków - od post-hardcore, przez shoegaze po post punk, i ich występ na pewno skojarzył mi się z zeszłorocznym znakomitym koncertem A Place To Bury Strangers, nawet jeśli nie był aż tak zakręcony, ponieważ wokalista - wesołek w różowej koszulce z napisem „Cum together” (sic) - ograniczył się wyłącznie do spaceru po głośnikach. Lukas Jansen komplementował Lublin, wyrażając szczególne zainteresowanie lubelskimi koziołkami. https://pl.wikipedia.org/wiki/Kozio%C5%82ki_Lubelskie Zespół przygotowuje się obecnie do premiery albumu Blister - data premiery 9 października - na pewno go sprawdzę.
Sobota
Sobota była zdecydowanie najbardziej aktywnym dniem tej edycji. Rok temu skupiałem się wyłącznie na wydarzeniach towarzyszących (żadnej muzyki), w tym roku nie mogłem tak zrobić, ponieważ line-up koncertów tego dnia był zdecydowanie najbardziej skierowany w stronę moich własnych upodobań.
Wspominałem już, że nagrania terenowe interesują mnie z kilku powodów. Po pierwsze, są one jednym z (jakże) wielu pól działalności mojej dobrej londyńskiej koleżanki Nabihy Iqbal (puszczała je, kiedy była częścią Lose Yourself na BBC 6 Music), więc wydaje mi się to formą oddania jej szacunku. Po drugie, jest to także ćwiczenie, jakie wykonuję sam na sobie, ponieważ koncentracja i medytacja nie należą do moich silnych stron. Jest to zresztą jeden z powodów, dla których lubię chodzić do kina - ponieważ wiem, że tam umiem się skupić i schować telefon do kieszeni. „Reset” w sobotni wieczór był może bardziej chropawy i mniej nadający się do medytacji, niż ten w zeszłym roku, dobrze było jednak zostać na towarzyszącą mu dokumentalną krótkometrażówkę, która lepiej tłumaczyła kontekst nagrania. Niemiec Ludwig Berger nagrywa ubywające lodowce alpejskie, mogliśmy więc obserwować jego pracę także w wersji wideo, która jest dostępna online https://www.youtube.com/watch?v=_MkjeEEDlQU , podobnie jak samo nagranie https://ludwigberger.com/work/melting-landscapes/. Tego dnia zaliczyłem także obie wystawy sztuki na Grodzkiej - czyli „Najkrótszy wiersz Benediktasa Januševičiusa” w Warsztatach Kultury i „Zemstę Hagara” Piotra Marka w Galerii Gardzienice. Wystawę zdjęć Wiktora Wolkowa z Podlasia w Zaułku Hartwigów widziałem w niedzielę.
Pokazy filmowe są częścią Innych Brzmień od dłuższego czasu, ale uczestniczyłem w takim po raz pierwszy i nie przypominam sobie w tej chwili tytułów pokazywanych w przeszłości. Lokalizacją jest Teatr Stary, który pełnił w przeszłości rolę kina, pod różnymi nazwami, przez połowę stulecia. Moim wyborem był film Broken English w reżyserii Iana Forsytha i Jane Pollard, o którym wiedziałem niewiele ponad tym, że poświęcony jest Marianne Faithfull, i ma również jakieś wstawki fabularne. W istocie, jest to dokument do pewnego stopnia eksperymentalny. Projekt przedstawiony nam jest jako koncept instytucji znanej jako „Ministerstwo Nie Zapominania”. George Mackey gra pracownika tego Ministerstwa, którego rolą jest przeprowadzenie wywiadu z Marianne, Tilda Swinton jest jego przełożoną. Idea sama w sobie nie jest zła, ale zaczyna się trochę rozjeżdżać ze scenami pobocznych postaci, granych przez dwie aktorki kojarzone z Marvelem, Zane Ashton i Sophię Di Martino, film niepokojąco odsuwa się od głosu samej Faithfull. Błędem też było moim zdaniem nie podpisywanie wszystkich pojawiających się gości, niektórych nazwiska migają przez chwilę, inni pozostają niepodpisani w ogóle i choć większość rozpoznać można łatwo, najprostsze podpisy nie zaszkodziłby idei projektu. Zostawiając na boku te niedociągnięcia, film jest rzeczywiście dobry, szeroki, z dużą ilością odpowiedniego materiału archiwalnego, selekcją gości i przede wszystkim charyzmatyczną bohaterką w jego centrum. Chociaż zawarte w filmie covery stoją na przyzwoitym poziomie (moim zdaniem najlepsza jest Jehnny Beth), największą atrakcją pozostaje jednak nagrana na potrzeby filmu sesja Marianne z Nickiem Cavem i Warrenem Ellisem, która pozostaje jej ostatnim utrwalonym występem.
Pierwszym koncertem tego dnia był projekt AcidSitter, zapowiadany przez redaktora Szopińskiego jako „hołd dla psychodelii lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych”, w moim odczuciu bardziej siedemdziesiątych, bo był żwawszy i szybszy niż się spodziewałem, mniej chill, ale był to na pewno rock na wysokim poziomie. Widzę, że projekt występował między innymi z Psychedelic Porn Crumpets, i jest to faktycznie dobre porównanie dla ich własnej twórczości. Zespół, dzielący żartobliwie swoją twórczość na „muzykę do tańczenia” i „muzykę do skakania” zaprezentował materiał z dwóch albumów w dyskografii i teasował świeże kawałki. Ciężki nie odnieść wrażenia, że wybór artystów tego dnia mógł być związany z ich powiązaniami z Radiem Nowy Świat, choć stacja nie jest partnerem festiwalu, pojawia się w wynikach wyszukiwania dla dwóch pierwszych projektów.
Pisałem już o tym w innym miejscu, nigdy nie czułem się bardzo mocny w temacie polskiej muzy, ale w ostatnim okresie mam sporą fazę na polski soul, funk, jazz-funk z przeszłości, muzykę, której nadałem nazwę „miastopopu”, co zaowocowało już pierwszymi playlistami (https://open.spotify.com/playlist/35XeoMTUgflzZcMDh6tUxE?si=403aa1c4d121482e https://www.youtube.com/watch?v=3hxrIlQPjNE&list=PLyI6yqgaMY6rtxlZIfGud5Dvom4d0z74b&pp=0gcJCe4COCosWNinsAgC https://www.youtube.com/watch?v=VO3i_2iIpq0&list=PLyI6yqgaMY6qAyg0LiBQVrj7a3zGYBtuh&pp=sAgC) . Jak się okazało, sobotnie Inne Brzmienia miało coś, co można włączyć w ten krąg zainteresowań. Dopiero słuchałem serii płyt Polish Funk i autor tej kompilacji, Bartek Pazura, jest również twórcą projektu Torpedo, gdzie wspólnie z zaproszonymi gośćmi (nazwa P. Unity obiła mi się o uszy, nagrywali z Ampem Fiddlerem) reinterpretuje klasyczne polskie nagrania, w wersjach wokalnych i instrumentalnych. W setliście znalazły się więc kawałki już mi znane - z repertuaru artystów w playliście, czyli Andrzeja Zauchy, Krystyny Prońko czy Novi Singers (których album Torpedo dał zespołowi nazwę). Jak na projekt składający się wyłącznie z białych artystów, funkowało to całkiem przyzwoicie i prawdopodobnie po raz pierwszy słyszałem na żywo wibrafon. Tak więc Grupę Torpedo mogę zdecydowanie polecić.
Kolejny artysta pełnił dla mnie rolę headlinera i największej sensacji tego festiwalu. Oczywiście, na Innych Brzmieniach występowało w przeszłości wielu klasyków, ale ogłoszenia Sun Ra Arkestra nie mogłem przewidzieć. Sam Sun Ra wrócił na swoją macierzystą planetę już dość dawno temu, a obecny lider projektu, Marshall Allen jest sędziwy i nie jest w stanie podróżować poza granice Stanów (z tego co słyszałem, wynikło to z zaleceń lekarzy). Mimo wszystko, samo wyjście artystów przebranych w stylowe, pseudoegipskie kostiumy (nawet jeśli chwilę wcześniej widziało się ich w cywilu, podczas soundchecku) było czymś szokującym. Byłem świadkiem historycznego wydarzenia, i nawet bez sprawdzania, nie trudno było wyczuć, że wielu muzyków obecnych na scenie było częścią oryginalnego składu, i występowało z Sun Ra - i to być może ostatnia okazja by podziwiać ich na żywo. Kiedy nazwałem jedną z naszych najważniejszych playlist We Travel The Spaceways dekadę temu (głównie dlatego, że brzmi to bardzo cool), nie mogłem przewidzieć, że kiedyś będę mógł zobaczyć Arkestrę wykonującą ten utwór na żywo, w istocie, zamykającą w ten sposób swój set. Niewiarygodne, że stało się to w Lublinie i to za darmo. Wcześniej duża część muzyków, z wyjątkiem wokalistki, gitarzysty i sekcji perkusyjnej zeszła ze sceny i dała minikoncert tuż przed publicznością. Był to niepodważalnie najlepszy występ podczas tej edycji festiwalu, ale po prostu nie mogło być inaczej.
Backengrillen jest to projekt trudny do googlowania, nie mający nawet własnych mediów społecznościowych, ale dla mnie informacja, że jest to sideproject Refused wzbudziła obawy, bo to zdecydowanie nie jest muzyka z mojej bajki. Backengrillen to projekt, który zespół stworzył ze szwedzkim jazzmanem Matsem Gustaffsonem, czyli crossover między ostrą muzą i jazzem. Spodziewałem się darcia mordy, ale nie spodziewałem się, że w duet pseudo-wokalny wejdzie wywijający Gustaffson, którego nie znałem i który był całkiem dobry. Potraktowałbym to raczej jako ciekawostkę, niekoniecznie coś, do czego chciałbym wracać, i na pewno nie podobało mi się to tak bardzo, jak w zeszłym roku Messthetics i James Brandon Lewis, którzy byli jednak dużo bardziej jazzowi, po prostu oryginalni instrumentalnie i aranżacyjnie (i w tej chwili, zdradzę, w drugiej dziesiątce obecnego draftu rankingu płytowego za 2026 r.). Po Arkestra Backengrillen mieli tym trudniejsze zadanie, i chyba jednak okazali się zbyt… biali.
Byłem już naprawdę zmęczony po intensywnym dniu, ale wytrwałem do zamykającego setu. Po Arkestrze dalek przyniósł mi najwięcej radości w lineupie, i trudno się dziwić, projekt był nawet obecny na naszej liście życzeń. Zapewne jest to przypadek, była w końcu bardzo długa. Dalek odpowiada także - a propos naszego rankingu płytowego - za mój ulubiony album rapowy wydany na razie w tym roku. Kawałki z Brilliance Of A Falling Moon, wydanego w marcu, wciąż pozostają w mojej regularnej rotacji. O grupie pisałem już wielokrotnie, bo zaliczają wiele moich „rubryk” - wprowadzenie zapowiadało „old schoolowy hip hop” i „zaangażowane teksty”, oczywiście to prawda, ale podkłady też mają znaczenie, bo Dalek rapuje pod industrial, pod shoegaze, pod ambient (!), pod elektro. To nie jest zwykły rap! Na festiwalowej scenie w ostatnim kawałku gościnnie pojawił się Gustafsson. I kiedy słyszymy sample, także są wyjątkowe - moim ulubionym kawałkiem z ostatniej płyty jest Expressions Of Love, w którym słyszymy głos Jamesa Baldwina, jeden z najważniejszych dla mnie cytatów. Byłem bardzo zadowolony, że ten numer pojawił się w secie.
“Love has never been a popular movement. And no one's ever wanted, really, to be free. The world is held together, really it is held together, by the love and the passion of a very few people. Otherwise, of course, you can despair. Walk down the street of any city, any afternoon, and look around you. What you've got to remember is what you're looking at is also you. Everyone you're looking at is also you. You could be that person. You could be that monster, you could be that cop. And you have to decide, in yourself, not to be.”
Niedziela
Po szaleństwach piątku i soboty, niedziela bardziej przypominała pierwszy, spokojniejszy dzień. Tym razem już nie uczestniczyłem w dodatkowych wydarzeniach, i skupiłem się na koncertach, ponownie pojawiając się w Parku Ludowym około wpół do szóstej. Przyznam w tym miejscu, że choć kilka razy prognoza pogody zapowiadała deszcz, nie doświadczyłem go ani razu, zarówno, na szczęście, wracając, jak i na terenie festiwalu (ale w namiocie łatwiej tego uniknąć)
Nieznana mi wcześniej YANA była jedną z dwóch występujących po sobie artystek pochodzących z Trójmiasta. Joanna Bieńkowska specjalizuje się w neoklasyce, z podszyciem ambientu i elektroniki, choć wykształcenie zdobyła w klasie skrzypiec, dziś częściej można zobaczyć ją przy pianinie i keyboardzie. Na scenie Innych Brzmień dołączyło do niej kilku muzyków, których nazwisk nie jestem niestety w stanie powtórzyć (pamiętam instrumenty - wiolonczelę, perkusję i… chyba skrzypce?). Zauważyłem, że YANA jest obserwowana na Instagramie przez moją znajomą Marine Eyes, a także Laurę Misch, której październikowy koncert rozważam - sam również będę chętnie śledzić jej talent. Na koncercie nie zabrakło premier materiału z kolejnego krążka!
Nazwa Hinode Tapes brzmi japońsko, ale projekt w istocie pochodzi z Gdańska, reprezentując na festiwalu trójmiejską scenę jazzową. Założycielem jest Piotr Kaliński, znany mi bardziej pod pseudonimem Hatti Vatti. Hinode jest miastem w prefekturze Tokio, które - jeśli dobrze się domyślam - jest pokazywane na klipach wideo towarzyszących występowi (był to pierwszy występ, który miał tak rozbudowane wizualizacje). Muzyka HT balansuje na granicy improwizacji, free jazzu, a także, jak zauważyłem, ambientu, więc bardzo dobrze pasowała jako logiczny następca Yany w ramówce. Był to na pewno występ na dobrym poziomie.
Kolejna grupa jeszcze silniej oddała hołd brzmieniom z zagranicy, choć składa się z samych białych muzyków. Na scenie pojawił się bowiem projekt Marcina Maseckiego BOLEROS. Masecki jest rozpoznawalną postacią w różnych kręgach polskiej muzyki - jego nowy projekt jest hołdem dla jego upodobań w zakresie muzyki południowoamerykańskiej, którą wykonuje wspólnie z przyjaciółmi, jako wokalista i bandleader zarazem, oprócz Besame Mucho wykonując także kawałki mniej znane. Był to niewątpliwie najbardziej „ludyczny” występ tej edycji, i żeby było jasne, nie jest to zarzut. O muzyce „sentymentalnej” wiedzę czerpię głównie z Como La Flor na NTS https://www.nts.live/shows/jazmin-garcia , i oczywiście bolero generalnie JEST formą muzyki popularnej. Na pewno spotkało się z żywiołowym przyjęciem publiczności, w czym pomógł także fakt, że Matecki jest niewątpliwie dobrym, dowcipnym showmanem. Z widownią bardziej rozminąłem się w wypadku kolejnego koncertu. Dzień wcześniej miałem mieszane wrażenia na temat Backengrillen, nie do końca przekonałem się także do drugiego projektu Matsa Gustaffsona, traktowanego na festiwalu niemal jak boga saksofonu - sam uważam, że Gustaffson jest dobry, ale nie do końca na poziomie chociażby właśnie Jamesa Brandona Lewisa (i z pewnością pompowany za sprawą jego kolaboracji z Sonic Youth czy Refused). Występ z fińskim akordeonistą Kimmo Pohjonenem niewiele zmienił moje przekonania, choć, na pewno, jak na muzykę skandynawską, był odpowiednio chłodny.
Możliwe jednak, że po prostu zaczynałem być zmęczony. Wyskakałem się dzień wcześniej i czułem się już śpiący, nie przewidywałem jednak, że kolejny, ostatni tego dnia koncert, doda mi energii. Nie wiedziałem do końca czy zostawać do końca, ale akurat w niedzielę, Arte Concert wrzuciło na YouTube koncert artystki przewidzianej na ten slot, Ukrainki o nieznanym mi pseudonimie Nina Eba. Włączyłem go dosłownie na chwilkę, uznałem „tak, to może być dobre” i wyłączyłem. Nie wiedziałem, że nocny set wskoczy do mojego Top 3 całego festiwalu (być może nawet przed dalek). Nie spodziewałem się w ogóle takich klimatów. Najlepszym porównaniem jakie mam dla czytelnika tego tekstu jest FKA Twigs, i to wczesna Twigs, bez tego całego trapu w którym teraz owinęła się Tahliah. Twigs z pierwszych płyt. Energia, bardzo dobra produkcja, znakomita performerka, wizualizacje w tle - i nawet nie zauważyłem, kiedy znowu zacząłem skakać. Powiem szczerze, kocham Inne Brzmienia, no shade, ale jedną z moich pierwszych myśli było „co ty robisz na darmowym festiwalu w Lublinie, ty powinnaś grać w Warszawie, w Palladium”. Ukrainka na pewno zasługuje na większą popularność. Nina na stałe mieszka w Grazu w Austrii, na swoim koncie ma w tej chwili tylko jedną EP Morpho (z 2024 r.), której słuchałem dzisiaj (tym bardziej, że JUŻ kumplujemy ze sobą na Instagramie). To z pewnością moje ulubione odkrycie tej edycji! Bardzo duża niespodzianka, uwielbiam takie odkrycia live.
Replay
Skoro w zeszłym roku publikowałem nagrania koncertów niektórych artystów, obecnych w lineupie, nie uniknę tego także w tym razem, sam szczególnie chętnie wrócę do Niny.
Heinali & Andriana
https://www.youtube.com/watch?v=GLOXiohfTGo
Leila Bordreuil
https://www.youtube.com/watch?v=OOJyllxj1lQ
https://www.youtube.com/watch?v=wfTVG9jVigo
https://www.youtube.com/watch?v=LlCfdOAHpnw
The B17
https://www.youtube.com/watch?v=vpWeOZc-eh8 (wideo z festiwalu wrzucone już przez sam zespół)
Tramhaus
https://www.youtube.com/watch?v=9LSgjjtD6is
https://www.youtube.com/watch?v=d5ef3Vv8cpE
AcidSitter
https://www.youtube.com/watch?v=h-9vweWm4vU
Grupa Torpedo
https://www.youtube.com/watch?v=5TpP4HIXdIM
San Ra Arkestra
https://www.youtube.com/watch?v=PLlLvZ2-Zjs
Dalek
https://www.youtube.com/watch?v=kHeA2GTScZk
YANA
https://www.youtube.com/watch?v=SHXG3yr4tTA
Hinode Tapes
https://www.youtube.com/watch?v=yVe9g3G6BTs
Marcin Masecki & Boleros
https://www.youtube.com/watch?v=_sY3m_JEww8
https://www.youtube.com/watch?v=uE_ZKUIcsN4
Nina Eba
https://www.youtube.com/watch?v=jNOCXxRuyrk
https://www.youtube.com/watch?v=M0aMYZ4V4ak
Lista życzeń
Zakończę w mój ulubiony sposób, choć, jak już podkreślałem, mam świadomość, że zainteresowania muzyczne organizatorów nie są do końca naszymi - na pewno w mniejszym stopniu niż Kody - i, ponieważ na pewno jest zainteresowanie chociażby metalem, to pozostawię ich własnemu uznaniu. Na pewno chciałbym zobaczyć trochę więcej elektroniki (prawie napisałem „lepszej”, no ale w tym roku podobała mi się Nina, w zeszłym bardzo dobra była Zamilska), mile widziany byłby jakiś znany, zagraniczny akt dream popowy i na pewno ucieszyłby mnie soul/funk, szczególnie z młodszego pokolenia. Soulu brakuje mi na imprezach lubelskich. Tak pewnie wyglądałby festiwal, który organizowałbym sam, ale to pewnie najprędzej za dekadę ;) .
Jestem pewny, że to przypadek, no ale w zeszłym roku sugerowałem dalek, i wpadli do składu, tak więc znowu rzucam długą listę i być może znowu będę mieć z tym szczęście. To głównie zeszłoroczna lista, z uzupełnianiami z rankingów płytowych z tego i zeszłego roku, i kilka innych nowości. Jak zwykle, nie zamierzam udawać, że #1 nie jest Nabihah (znowu pisałem do niej o Innych Brzmieniach! Zna już ten festiwal!), ale każda nazwa z tej listy będzie cieszyć. I oczywiście jak najwięcej weteranów. Tak jak w zeszłym roku Laraaji, a w tym Arkestra. Chcę być zaskoczony!
Airiel, aja monet, Alabaster DePlume, Ana Roxanne, Annie Hart, Art School Girlfriend, Arushi Jain, Asha Puthli, Ata Kak, Avalon Emerson & The Charms, Benjamin Clementine, Blushing, Briana Marela, C Duncan, Carla Dal Forno, Cate Kennan, Charlotte Adigery & Bolis Pupul, clipping, Cole Pulice, Dave Okumu & The 7 Generations, Deary, Electric Youth, Emma-Jean Thackray, Farao, Fazerdaze, Frankie Rose, Ganavya, Gayance, Golem Macanique, Hekla, Helado Negro, Hinako Omori, Ibeyi, Ibibio Sound Machine, Ichiko Aoba, James K, Julia Holter, Julianna Barwick, Kaela, Kadhja Bonet, Kat Duma, koleżanka, Lara Somogyi, Laura Groves, Laura Misch, Liana Flores, Lina, Loscil, Lucinda Chua, Lucrecia Dalt, Låpsley, Maria Somerville, Maria Usbeck, Marina Yozora, Mary Lattimore, Miki Berenyi Trio, Midori Jaeger, Momoko Gill, My Precious Bunny, Nabihah Iqbal, Nadah El Shazly, Nadine Shah, Nailah Hunter, Nation Of Language, New German Cinema, Nite Jewel, NYX,Qur’an Shaheed, Penelope Trappes, Pure Bathing Culture, Raisa K, Real Lies, Rival Consoles, Rosa Anschutz, Rosie Lowe, Sandscape, Sea Lemon, Sessa, Small Black, Sungaze, Tallies, Tamaryn, Tashi Wada, The Orielles, The Reds, Pinks and Purples, William Doyle, Yndling, Yazmin Lacey, Zola Jesus

Brak komentarzy: